Właśnie śniłam o tym, że życie jest piękne, kiedy weszła mama i sen brutalnie się rozwiał. Dziś miałam mieć sprawdzian z matmy i kartkówkę z WOSu - czyli mało jak na gimnazjum, ale zawsze coś. Założyłam moją nową wiśniową kamizelkę - super, prawie zakryła mundurek. Może mnie za to nie zabiją. Nienawidzę WOSu. Nudny, głupi i w dodatku pani obniżyła mi ocenę za zeszyt- praca wyszła mi super, ale chyba za pismo dostałam 4. Ale sorry, na jej lekcji po prost NIE CHCE MI SIĘ ładnie pisać. Kartkówka była dość prosta, ale Piotrek znowu ściągał od Ali, więc pani zabrała kartki im obojgu. Mam nadzieję, że je oceni, bo Było to z gruntu niesprawiedliwe.
Na matmie okazało się, że pani zapomniała wydrukować sprawdziany, więc "w ramach powtórzenia" robiliśmy coś zupełnie nowego. Na zajęciach artystycznych pani P się wkurzyła, bo nikt nie był przygotowany, a ja i Madzia dostałyśmy groźbę jedynki za robienie szafeczek na technikę. To też uważam za niesprawiedliwe - przynajmniej coś robiłyśmy w przeciwieństwie do reszty klasy.
Moja szafka była prawie gotowa, należało tylko dorobić uchwyty. Problem tylko, że nie było jak ich przykleić. Zaraz... co tu tak śmierdzi? Aha, D przyniósł KLEJ!
Klej ów wyglądał dość podejrzanie, a pachniał jeszcze gorzej. Cóż, innego brak. Zrobiłam słodkie oczy i twór ów znalazł się w moim posiadaniu. Ala stwierdziła, że mi pomoże. To, co się później stało nie było jej winą - która z nas mogła przewidzieć, że klej zamiast przyzwoicie wypłynąć z małej dziurki na czubku po prostu eksploduje? Gapiłyśmy się na dużą plamę na przodzie szafki nie mogąc wydobyć głosu. Potem zaczęłyśmy się śmiać. Jakoś udało mi się zakleić plamę serduszkiem. Ala przyczepiła uchwyty. Kiedy oddawałyśmy klej właścicielowi, D stwierdził, że jest w fatalnym stanie i ktoś go nie umiał używać. Zdenerwowałam się - co tu jest w gorszym stanie - klej, który trzeba było ciąć nożyczkami, żeby przestał się ciągnąć, czy moja biedna szafka?! Chyba to drugie. Na szczęście ten klej ma jedną zaletę - szybko schnie. Pani od techniki nie miała nic do zarzucenia mojej pracy i postawiła mi piątkę.
Dzień byłby nawet udany, gdyby nie... dlaczego wszystkie nieszczęścia sprowadzają się do jednej osoby- Karolka?
Technika to luźna lekcja i wszyscy zazwyczaj gadają - teraz na pierwszym planie jest wycieczka z aquaparkiem w programie. Chłopaki jak to oni żartowali, że co dla niektórych najwyższy czas zaznajomić się z wodą. I wtedy ten drań powiedział:
- D też się nareszcie wykąpie. Z Neth. Od dawna na to czekali.
Powiedział to bardzo, bardzo cicho, ale usłyszałam.
- CO takiego powiedziałeś?!
- Nic, nic. Nie o tobie.
- Ja słyszałam wyraźnie moje imię - powiedziałam ze straszliwym spokojem. - Dobrze wiesz, co palnąłeś.
I kiedyś cię za to spiorę- dodałam w myśli. Właściwie chciałam to zrobić już po lekcji, ale poczekam aż urosnę i Karolek popamięta na całe życie.
Przez resztę lekcji wyobrażałam sobie, że zaklejam mu tę szeroką paszczę klejem D. To była zabawna myśl.
Nie wiem co dziś było gorsze - Karolek czy ten klej. Zrobiłam ogólne porównanie. Karolek pachnie słabiej od kleju, i może jest odrobinę bardziej estetyczny. Jeśli jednak wziąć pod uwagę poziom intelektualny to klej jest zdecydowanie na pierwszym miejscu.
To widzę, że nie tylko mnie denerwuje Karolek ^^
OdpowiedzUsuń