To był pomysł Ali i Madzi. Moja mama nic o tym nie wiedziała, dlatego gdy wróciłam godzinę później niż zwykle była łagodnie mówiąc dość zdenerwowana. Ale po kolei.
Na angielskim pani puszczała po jednej linijce piosenki w formie dyktanda. Pracowałam w parze z Madzią i zrobiłyśmy fantastyczną ilość błędów. Piosenka mówiła o przeznaczeniu i o tym, że co będzie, to będzie. Był tam taki fajny włoski zwrot, chyba "que sera, sera". Ala z Olcią nie zaważyły, że jest on podany na tablicy i napisały go tak jak słyszą. Piosenka sama w sobie była dość głupia, ale miała denerwującą skłonność przyczepiania się i człowiek musiał ją śpiewać choćby powstrzymywał się całą siłą woli.
Angielski był naszą ostatnią lekcją i gdy wreszcie zadzwonił dzwonek Ala z Madzią postanowiły, że pojadą moim autobusem, wysiądą wcześniej i pójdą na grzyby. Głupio było jechać dalej bez nich, a w dodatku zapowiadała się niezła zabawa, więc wysiadłam z nimi, mimo, że nie powinnam.
Zapuściłyśmy się w kawałek lasu przy ulicy Kwitnącej Akacji. Były to gęste chaszcze otaczające czyjś mur. Łaziłyśmy w nich jak głupie, patrząc pod nogi i śpiewając: "When I was a little girl...". Gdyby ktoś nas zobaczył, popukałby się w czoło.
Zbieranie grzybów z Alą jest naprawdę bardzo zabawne, choć czasem nieco frustrujące.
- Dziewczyny, a to? Nie jest ani wklęsłe, ani wypukłe na środku...
- Ale ma blaszki.
- To nie fair. Dlaczego te grzyby mnie nie nie lubią? (Pokazuje identyczny grzyb obok) A to?
- Ala, może byś poszukała zamiast użalać się, że nic nie znajdujesz?
- Szukam! A to?
- To jest muchomor.
- Ale jest czerwony...
- A jaki ma być?!
W tym momencie Madzia, będąca już daleko, odkrzyknęła:
- Są różne rodzaje muchomorów! Czerwone, brązowe, białe, żółte...
- Zielone i niebieskie! Ale Ala nie odróżnia muchomora od prawdziwka!
- Zobaczycie, znajdę dziesięć prawdziwków! A to?
- Nie wygłupiaj się.
- Czyli trujak. Dobra, a to?
Madzia znalazła kilka starych podgrzybków, a ja naprawdę gigantyczną kurkę. Wydobyłam ją z miejsca, obok którego przed chwilą przechodziła Ala, co nie poprawiło jej humoru. Ostatecznie wyniki były takie: Madzia - 5 podgrzybków
Ja - kilka kurek, z czego jedną dałam Ali
Ala - jeden kapelusz całkiem ładnego grzyba, z którego była bardzo dumna.
Tylko ja i Madzia miałyśmy siatki, więc grzyby Ali niosłam w mojej. Kiedy chciała je wziąć, okazało się, że kapelusz wyparował. Na jego miejscu znajdował się mały grzyb z nóżką. Ta niepokojąco szybka ewoluacja nieco nas zaniepokoiła. Oto zdjęcie moich zbiorów. Niestety do kuchni wtargnęła Hanusia i moja wielka kurka została zgnieciona, rozczłonkowana, przeżuta i wypluta. Zostały tylko marne resztki.
Hahahahahahahahaha Alaaa!! :D idziemy na grzyby!
OdpowiedzUsuńNie, chwila... Jeśli ktoś, kto nie zna sie na grzybach i chce popełnić samobójstwo to my z Alicją (a przynajmniej ja) serdecznie zapraszamy na wspólny spacer na grzyby bo na 100% wciśniemy mu jakiegoś 'niemiłego' grzybka :3