Kiedy upewniłam się, że odjechali, zeszłam do kuchni, podśpiewując:
Jedzie ułan, jedzie, i marihę żuje,
Uciekaj, dziewczyno, bo cię poczęstuje,
Hej, hej, ułani, wszyscy narkomani,
Niejedna panienka poleci za wami.
Byłam w doskonałym humorze. Otworzyłam drzwi szafki i zawahałam się. To chyba jednak będzie kradzież. Chciałabym teraz napisać, że bohaterskim wysiłkiem odstawiłam cukier na miejsce, zamknęłam szafkę i poszłam sprzątać pokój, jak obiecałam. Prawda jest niestety taka, że cukier jakimś sposobem wylądował w rondelku, a moja ręka, bez mojego udziału nastawiła gaz. Potem wzięła łyżkę, uprzednio wyjąwszy z szafki gumową foremkę, zaczęła mieszać w garnku i już po chwili po całej kuchni rozszedł się wspaniały zapach karmelu. Karmel ów został przelany do foremki, a następnie postawiony na blacie, żeby wystygł. Po zabiegu rondelek został starannie wymyty i schowany na miejsce, a na cukierku własnej produkcji widniał mój inicjał. Był to bardzo duży, wspaniały cukierek w kolorze żywicy drzewa śliwkowego. Smakował wprost niebiańsko, ale mama wyraźnie powiedziała co myśli o wykradaniu słodyczy z szafki i o jedzeniu tychże przed obiadem. Trudno. To ostatni raz.
Poszłam na górę w przekonaniu, że teraz posprzątam. Mój wzrok jednak padł na stojący w przedpokoju komputer.
Chciałabym teraz napisać, że zignorowałam obecność sprzętu odtwarzającego mój ukochany western, że posłuchałam głosu rozsądku i, mając w pamięci perspektywę miesięcznego szlabanu, pójść sprzątnąć wreszcie ten pokój. Prawda jest taka, że moja noga, najwyraźniej obdarzona własną wolą, sama kopnęła w stojący na ziemi sprzęt i jakimś cudem trafiła na włącznik.
Z zapartym tchem śledziłam losy bohaterów serialu "Bonanza", a zwłaszcza jednego z nich. W mojej rodzinie panuje idiotyczne przekonanie, że kocham jednego z dawno zmarłych aktorów o imieniu Pernell Roberts. Nic bardziej mylnego. Gość może sobie być martwy tyle lat, ile zechce. Jestem ciężko, nieodwracalnie i na wieki zakochana w jego filmowym wcieleniu. Różnica jest taka, że kowboj o imieniu Adam nigdy nie istniał, a mimo to nie chcę chodzić z żadnym, choćby najsensowniejszym chłopakiem (inna sprawa, że wszyscy to głąby). Pewnie kiedyś mi przejdzie, ale na razie fajnie jest trochę pomarzyć.
W każdym razie żałuję, że obejrzałam ten odcinek - na pewno nie nadawał się dla innych dzieci, a tata jeszcze go nie oglądał. Mama nie będzie zachwycona, gdy to obejrzymy, a ja nie mogę powiedzieć rodzicom, dlaczego mamy nie oglądać akurat tego. Z całej rodziny tylko Przemek zna mój sekret, choć ledwo udało mi się go uprosić, żeby się nie wygadał. Złoyłam mu uroczyste słowo harcerki, że już tak nie zrobię - i sprawa załatwiona. Ja dotrzymuję słowa - nawet pokój sprzątnęłam - choć bez odkurzacza... :)
Poszłam na górę w przekonaniu, że teraz posprzątam. Mój wzrok jednak padł na stojący w przedpokoju komputer.
Chciałabym teraz napisać, że zignorowałam obecność sprzętu odtwarzającego mój ukochany western, że posłuchałam głosu rozsądku i, mając w pamięci perspektywę miesięcznego szlabanu, pójść sprzątnąć wreszcie ten pokój. Prawda jest taka, że moja noga, najwyraźniej obdarzona własną wolą, sama kopnęła w stojący na ziemi sprzęt i jakimś cudem trafiła na włącznik.
Z zapartym tchem śledziłam losy bohaterów serialu "Bonanza", a zwłaszcza jednego z nich. W mojej rodzinie panuje idiotyczne przekonanie, że kocham jednego z dawno zmarłych aktorów o imieniu Pernell Roberts. Nic bardziej mylnego. Gość może sobie być martwy tyle lat, ile zechce. Jestem ciężko, nieodwracalnie i na wieki zakochana w jego filmowym wcieleniu. Różnica jest taka, że kowboj o imieniu Adam nigdy nie istniał, a mimo to nie chcę chodzić z żadnym, choćby najsensowniejszym chłopakiem (inna sprawa, że wszyscy to głąby). Pewnie kiedyś mi przejdzie, ale na razie fajnie jest trochę pomarzyć.
W każdym razie żałuję, że obejrzałam ten odcinek - na pewno nie nadawał się dla innych dzieci, a tata jeszcze go nie oglądał. Mama nie będzie zachwycona, gdy to obejrzymy, a ja nie mogę powiedzieć rodzicom, dlaczego mamy nie oglądać akurat tego. Z całej rodziny tylko Przemek zna mój sekret, choć ledwo udało mi się go uprosić, żeby się nie wygadał. Złoyłam mu uroczyste słowo harcerki, że już tak nie zrobię - i sprawa załatwiona. Ja dotrzymuję słowa - nawet pokój sprzątnęłam - choć bez odkurzacza... :)